Czym jest Medycyna Tybetańska?

Najstarsze źródła- tradycja przedbuddyjska Wielka synteza Cztery Tantry Medyczne System szkolenia i obowiązki lekarza Trzy “Humory” Pochodzenie chorób i zasady diagnozowania Leki i kuracja Medytacja Buddy Medycyny Pochodzenie człowieka Rozwój płodu Medycyna tybetańska i zachodni szarlatani

Zgodnie z tradycją tybetańską uważa się, że Budda Śakjamuni przybrał specjalną postać Buddy Medycyny o kolorze lapis lazuli, by nauczać Czterech Tantr Medycznych. Dlatego, chociaż historia nie dostarcza nam dowodów na to, że był on lekarzem leczącym fizyczne dolegliwości, można uważać go (jak robią to Tybetańczycy) za twórcę medycyny tybetańskiej, skoro leczył cierpiące istoty z przypadłości ducha – złości, chciwości, żądzy itp. Jego pierwsza nauka określana jako Cztery Szlachetne Prawdy ma strukturę typowo medyczną. Jest to (1) stwierdzenie istnienia choroby (cierpienia, chorób, starości, śmierci, rozłąki itd.); (2) diagnoza (niewiedza i błędne postrzeganie siebie oraz świata, jako przyczyna cierpienia); (3) podanie skutecznego lekarstwa (Dharma jako metoda przerwania cyklu niekontrolowanego odradzania się) oraz (4) ukazanie stanu docelowego, pełni zdrowia (oświecenie, przebudzenie własnej natury buddy jako cel).

Najstarsze źródła- tradycja przedbuddyjska

Jak głosi tradycja, za czasów króla Njatri Cempo przybyło to Tybetu dwóch indyjskich lekarzy Widżaj i Gadżaj. Pozostali tam ponad dziesięć lat, lecząc i przekazując swoją wiedzę medyczną opartą na Ajurwedzie. Mówi się, że w uznaniu ich zasług król ofiarował Gadżajowi jedną z królowych za żonę. Urodził im się wspaniały syn Dungi Thorczog, który został później wybitnym lekarzem na królewskim dworze. Zdarzenia te uważane są za początek medycyny tybetańskiej. Z jego pokolenia wywodzi się szanowana linia rodzinna jednego z największych tybetańskich lekarzy wszechczasów znanego obecnie jako Juthok Jonten Gonpo Sarma.

Jednakże najnowsze badania dowodzą jeszcze wcześniejszego istnienia rozwiniętego systemu medycyny tybetańskiej i astrologii, przepowiadania itp. w Szang-szung w czasach, gdy dominującą filozofią i religią Tybetu nie był buddyzm lecz bon. Ponieważ jednak buddyzm stał się później religią państwową, dziedzictwo bon wraz z jego wspaniałą medycyną i astrologią zostało częściowo przyćmione. Jednak bez wątpienia bon ma swój istotny wkład w medycynę tybetańską.

Wielka synteza

W pierwszej połowie VII wieku, za czasów wielkiego króla Songcen Gampo miał miejsce w Tybecie niecodzienny międzynarodowy zjazd najwybitniejszych lekarzy ówczesnego świata. Król zaprosił na swój dwór Bharadwadżrę z Indii – mistrza Ajurwedy, Hang-wang-Hang z Chin i Galenosa z Persji – słynnego doktora medycyny arabskiej, perskiej i greckiej. Ukazuje to rozległość kontaktów Tybetu i dążenie do wiedzy jego władcy. Przez dwa lata gościom zapewniano znakomite warunki do pracy, czego efektem były napisane przez nich w Kraju sniegów kompendia referujące aktualny stan wiedzy każdej z wielkich tradycji medycznych. Następnie odbyła się między nimi dyskusja z udziałem lokalnych mistrzów medycyny bon. W rezultacie powstało dzieło zatytułowane “Broń Nieustraszonego”, zawierające siedem rozdziałów, które wręczono królowi. Otrzymawszy bogate dary mistrzowie powrócili do ojczystych krajów. Jedynie Galenos pozostał na dworze jako lekarz królewski.

Dotychczas wiedza medyczna przekazywana była wyłącznie ustnie, dziedzicznie, z nauczyciela na ucznia. Dopiero Lodro Sinjen, z tego samego rodu co Dungji Thorczog, uważany jest za tego, który pod koniec rządów Songcen Gampo wprowadził w Tybecie tradycję przekazu medycznego w formie pisanej. Jego syn Juthok Drechi Becha był równie sławny. Odwiedził Indie trzykrotnie i w jego czasach Cztery Tantry Medyczne, stanowiące podstawowy tekst medycyny tybetańskiej, zostały przetłumaczone z sanskrytu na tybetański.

Od tego czasu zaczęły się regularne kontakty lekarzy tybetańskich z indyjskimi. Tłumaczono kolejne teksty, wymieniano poglądy i porównywano system Ajurwedy z tybetańskim [42]. Cechą charakterystyczną medycyny tybetańskiej (podobnie jak i chińskiej) było rodowe kontynuowanie tradycji medycznej. Najsłynniejsze linie przekazu wiedzy medycznej sięgają kilkudziesięciu generacji, a najbardziej znaną jest właśnie linia Juthok wywodząca się od indyjskiego Gadżaja i żony legendarnego króla Tybetu, Njatri Cenpo.

Obyczaj zapraszania przez królów Tybetu największych sław medycznych z całego świata kontynuowany był w następnych wiekach. Drugi Król Dharmy, Krisong Decen był organizatorem jeszcze większego zjazdu, którego celem była dyskusja i przekład zagranicznych tekstów medycznych na język tybetański. Przybyli mistrzowie z Indii, Kaszmiru, Chin, Persji, Guge w Zachodnim Tybecie, Dolpo i Nepalu oraz innych krajów [5], takich jak Afganistan, Wschodni Turkiestan, Mongolia. Tybetańskim lekarzom przewodził Juthok Jonten Gonpo Ningma (zwany Starszym) [42, s. 6].

Debata odbyła się w klasztorze Samje i trwała kilka dni, podczas których każdy lekarz przedstawiał naturę i skuteczność swojego systemu. Po konferencji król ogłosił kodeks lekarski. Tekst znany jako Cztery Przysięgi stanowił, że lekarz musi być motywowany altruizmem, sympatią, miłością i współczuciem; winien porzucić lenistwo i opieszałość; musi być abstynentem i umieć się kontrolować; zawsze być pełen uważności w pracy ręką, mową i umysłem oraz przynosić pacjentowi ulgę i poczucie bezpieczeństwa [51]. Również inni władcy, jak np. Jesie Od z królestwa Guge (X wiek) zapraszali uczonych indyjskich, a słynni uczeni tybetańscy m.in. Rinczen Zangpo studiowali w Indiach i Kaszmirze medycynę.

Jeden z potomków Lodro Sinjen ze słynnej linii Juthok, znany jako Juthok Jonten Gonpo Sarma (zwany Młodszym) żyjący w Tybecie w XVIII w., uznany jest za autora nowej wersji Czterech Tantr Medycznych. Miał on podobno podróżować do Persji w wieku zaledwie osiemnastu lat, aby studiować medycynę i stworzyć najbardziej wyczerpujący komentarz do Czterech Tantr Medycznych zatytułowany “Osiemnaście porad pomocniczych”. Okres między Młodszym, a Starszym Juthok Jonten Gonpo uznany został za złoty czas medycyny tybetańskiej. Studiom i badaniom medycznym patronował też Wielki Piąty Dalaj Lama, którego regent Sangje Gjaco był znakomitym lekarzem i astrologiem. V Dalaj Lama ufundował pierwszą tybetańską uczelnię medyczną na wzgórzu Czakpori w Lhasie. Później, w 1916 roku, Khjenrab Norbu, pod patronatem Wielkiego Trzynastego Dalai Lamy ufundował Tybetańskie Centrum Astro-Medyczne czyli Mencikhang.

Jednakże medycyna i astrologia kwitły nie tylko w Lhasie. W innych częściach Tybetu, w prowincjach Kham, Amdo, Cang i Tod także pracowicie nauczano oraz praktykowano medycynę i astrologię. Te gniazda nauk medycznych i astrologicznych wydały znanych lekarzy i astrologów [42].

Cztery Tantry Medyczne

Juthok Jonten Gonpo Młodszy poddał rewizji wszystkie istniejące dotychczas w Tybecie nauki medyczne. Wziął to co było dobre i odrzucił to, co nie było istotne i słuszne w istniejącej wiedzy medycznej. W ten sposób opracował w nowej formie obowiązujące do dzisiaj “Cztery Tantry Medyczne”. Każda z czterech tantr dzieli się na rozdziały i sekcje uszczególniające je.

Dwie pierwsze Tantry

“Główna Tantra”, pierwsza z nich, dzieli się na sześć części. Wszystko przyrównane jest w niej do symbolicznego drzewa z korzeniami, pniem i konarami, gałęziami i liśćmi – to przejrzysta (typowo naukowa, wręcz “komputerowa”) metoda systematyki wszystkich chorób i ich charakterystyk.

Druga Tantra znana jako “Tantra Wyjaśniająca” składa się z 32 części. Jest tam m.in. rozdział dotyczący poczęcia dziecka i rozwoju płodu: inny omawia objawy i rozwój choroby. W kolejnym sprecyzowane są warunki sprzyjające powstaniu choroby. Kilka rozdziałów mówi o diagnozie z pulsu, dignozie z moczu itd., podczas gdy inne podają sposoby leczenia takie jak akupunktura, moksa (przypieczki), upuszczanie krwi itd.

Trzecia Tantra

Wszystko co odnosi się do związku medycyny z buddyzmem zawarte jest w trzeciej Tantrze zwanej “Tantrą Ustnych Wskazówek”. Podane są tam metody bardziej niezwykłe z naszego punktu widzenia (choć z własnego doświadczenia wiem, że skuteczne). Polegają m.in. na leczeniu poprzez recytację specjalnych mantr i przykładanie rąk. Można zrobić to nawet samemu.

Niektórzy lamowie również posiadają moc leczenia pacjentów poprzez recytację mantry. W tradycji tybetańskiej jest zwyczaj proszenia lamy (tulku, rinpocze) o jego błogosławieństwo. Lama dotyka ręką głowy pacjenta czy innej osoby i poprzez ten krótki kontakt fizyczny wiele chorób i niekorzystnych czynników zewnętrznych zostaje usuniętych. Dzieje się tak, ponieważ lama zawsze pozostaje w stanie medytacji, utrzymując umysł w niezakłoconym, pierwotnym stanie. [przypis: Tybetańczycy zauważają różnicę między położeniem jednej ręki w czasie błogosławieństwa i obu rąk. W medycynie tybetańskiej przyjmuje się, że ciała zwykłych ludzi posiadają tzw. pięć głównych narządów i sześć pustych. Osoba określana tu jako lama (tzn. mający moc błogosławieństwa) to ktoś, kto według tradycji tybetańskiej posiadł pięć cudownych sił i sześć specjalnych sił. Słowo, które je oznacza to siddhi. Dotyk powoduje kontakt z wszystkimi siddhi lamy, dlatego Tybetańczycy nazywają to „przekazem mocy ręki” [42].]

Czwarta Tantra

Czwarta Tantra zwana jest “Sekretną Tantrą” lub “Tantrą Ustnego Szkolenia”. Mówi się, że jej przekaz mogą otrzymać tylko tacy studenci, którzy “jak doskonałe dzbany przyjmujące sekretną wodę wiedzy medycznej zawartą w tantrach”. Nauk tych nie przekazuje się nikomu nieodpowiedniemu. Większość uczniów nie posiada jednak stosownych kwalifikacji, aby przyswajać tę specjalną wiedzę medyczną. Dlatego właśnie zwana jest “Sekretną Ustną Tantrą”.

Ktoś, kto jest tylko ciekaw medycyny tybetańskiej nie będzie uczony tej tantry [42]. Dotyczy ona takich metod jak np. wizualizacje czy mantry oraz specjalne medytacje, które wykonuje lekarz podczas badania i leczenia pacjenta. Te typowe dla wadżrajny praktyki mają na celu wzmocnienie siły oddziaływania terapii oraz dotarcie do ukrytych przyczyn chorób, których rzeczywistą podstawę stanowią niewłaściwe stany umysłu i nawykowe skłonności związane z karmanem.

Słynna tybetańska lekarka, dr Lobsang Dolma Khangkar tak to wyjaśnia: “ważne jest, aby lekarz wyobraził sobie siebie jako bóstwo stosując np. moksę [tzn. terapię przypieczkami], ponieważ będzie to miało korzystny wpływ. Gdy lekarz tego nie robi, ale postępuje po prostu w zwykły sposób i stosuje moxę przy konkretnej chorobie w specyficznym punkcie posługując się w odpowiedni sposób techniką, będzie wtedy w stanie wyleczyć konkretną chorobę, natomiast nie wpłynie na cztery tysiące dwadzieścia cztery typy chorób, na które moxa wpłynęłaby korzystnie, gdyby to zrobił wizualizując się jako odpowiednie bóstwo” [42, s. 15]. Wtedy bowiem lekarz działa nie tylko jako zwyczajny człowiek, ale uruchamia potęgę swej natury buddy, przebudzonego z uwarunkowań umysłu.

System szkolenia i obowiązki lekarza

Studia medyczne trwają początkowo siedem lat; każdego roku koncentruje się na innej dziedzinie nauk. Przez pierwsze trzy lata uczeń pozostaje w bliskim kontakcie z nauczycielem, zdobywając wiedzę opartą na doświadczeniu mistrza. Po siedmiu latach, kiedy zna na pamięć wszystkie teksty, rozpoznaje i zbiera lecznicze zioła oraz pozna podstawy badania moczu i ogólnego pulsu pacjenta itd., może przystąpić do dalszej trzyletniej praktycznej nauki. Pozostając w bliskości nauczyciela będzie poznawał skomplikowane aspekty diagnozy z pulsu. Pierwszym krokiem jest wychwycenie naturalnego i stałego pulsu pacjenta. Gdy student potrafi już wykryć różne rodzaje pulsu, jak tzw. męski, żeński i neutralny, nauczyciel wyjaśnia mu sposób badania i rozpoznawania pulsów wskazujących zaburzenia tzw. Trzech “Humorów” (o czym dalej). Podczas nauki diagnozy z pulsu uczeń bada pacjentów i notuje diagnozy – na podstawie tych notatek mistrz ocenia postępy studenta i jego praktyczne doświadczenie. Potem następuje nauka innych sposobów terapii jak moksa, upuszczanie krwi, akupunktura, położnictwo i masaż itd. Uczeń zdobywa także doświadczenie w leczeniu obłędu i paranoi – osoby niepoczytalne leczone są zarówno sposobami medycznymi jak i psychologicznymi. Nauczyciel nauczy studenta jak z takim pacjentem rozmawiać delikatnie i kojąco, biorąc pod uwagę indywidualną charakterystykę jego choroby umysłowej.

Po ukończeniu pełnych dziesięciu lat studiów tybetańskich nauk medycznych student musi przebadać około stu pacjentów dziennie, prowadząc dokumentację diagnostyczną. Jest to egzamin dyplomowy, na którym tylko poprzez badanie pulsu musi postawić trafną diagnozę i określić chorobę pacjenta. Jeśli jest w stanie odczytać poprawnie osiemdziesiąt przypadków na sto zbadanych osób, zostanie uznany zdatnym do zawodu lekarza [42].

Uzyskawszy dyplom, po opuszczeniu szkoły młody lekarz zdany jest tylko na siebie. Wtedy zaczyna się jego prawdziwa edukacja, weryfikowana liczbą uzdrowionych pacjentów.

Trzy “Humory”

Medycyna tybetańska wyróżnia tzw. Trzy “Humory”: “wiatr”, porównywany do strumienia życia, energii życiowej; “żółć” lub energia życiowa w formie m.in. emocji i “flegma” lub życiowa siła przyswajania. W Tybecie znane są jako lung (rLung), tripa (mKhris-pa) oraz badken i opisywane poprzez swe atrybuty i kierunki działania, np. “wiatr” jest niewidoczny, lecz jego efekty są widoczne i odczuwalne; niektóre kanały którymi krąży są widoczne podczas sekcji, inne nie (należąc do tzw. Ciała subtelnego). “Humory” opisują też charakterystyczne typy osobowości i konstytucji pacjenta, wiążą się z pewnymi rodzajami pożywienia, okresami, a nawet mają swe odpowiedniki np. wśród planet [51].

Jak z wszystkim w Tybecie, tak i z tradycją medyczną związanych jest wiele legend. I tak np. pochodzenie chorób typu lung zawdzięczamy pewnej bogini mieszkającej w morzu. Jej obowiązkiem było utrzymywanie balonu czyli “wiatru” lung pod pachą. Pewnego razu wynurzyła się z morza i ujrzała mężczyznę, który ją oczarował. Zaczęli się więc kochać, a wtedy bogini zapomniała o trzymaniu lung pod pachą – chociaż nigdy miała nie wypuszczać lung do istot cielesnych. I taki był początek chorób związanych z “wiatrem”.

W rzeczywistości lung nie jest czymś obcym, niezwykłym; znany jest m.in. jako prana w tradycji indyjskiej, a jako chi (Qi) w medycynie chińskiej. “Wiatr” jest w nas od momentu poczęcia w łonie matki jako nośnik świadomości – nasienie świadomości subtelnej (alaja). Pięć różnych rodzajów lung składa się na ludzkie ciało. Jeśli działają one negatywnie, powodują nierównowagę humorów co wywołuje chorobę. Jeśli działają w sposób pozytywny równowaga i harmonia w ciele zostaje utrzymana.

Tripa (“żółć”) to nie tylko normalna żółć, inne jej aspekty pomagają w utrzymaniu ciepłoty ciała. Różne typy “żółci” są związane np. z wątrobą, odpowiadają za hemoglobinę we krwi, napięcie mięśni oraz kolor skóry, włosy, paznokcie. Mówi się o niej w przypadku energii związanych z uczuciami i stanami umysłu – pojawia się m.in. w związku z gniewem i agresją. Gdy istnieje agresja, człowiek jest zły, powstaje swoiste połączenie między sercem i wątrobą. Rezultatem jest podniesienie się poziomu krwi płynącej z wątroby do serca. Wtedy poziom tripa podnosi się także. A natychmiastowym tego rezultatem jest złość – produkując więcej żółci.

Badken czyli “flegma” związana jest z uczuciem niewiedzy i omamienia, głupoty. Odpowiada też m.in. za regulację cielesnych płynów i związanym z nimi energiom; za smaki, apetyt, trawienie, wydalanie; od “flegmy” związanej ze stawami zależy ich ruchomość, gibkość ciała itp.. Inny typ badken ulokowany w głowie odpowiada za satysfakcję pięciu zmysłów.

Powstanie “flegmy” tak opisuje legenda: “W starożytnych Indiach król miał ministra z głową konia. Nieszczęśliwie dla władcy, królowa zakochała się w ministrze i po kryjomu z nim została. Dowiadując się o tym król wpadł w gniew. Wsadził żonę i ministra do skrzyni i wrzucił ich do rzeki. Umierając rzucili na niego klątwę, wedle której miał umrzeć na chorobę badkan. Wkrótce na nią zapadł. Stracił ciepłotę żołądka i nie mógł prawidłowo trawić pokarmów, miał też biegunkę. Był więc bardzo zły. W tym czasie mityczny ptak Garuda przybył do króla, który ze wściekłością rzucił swoimi ekskrementami w ptaka. Ten odleciał i fruwał po całym świecie, zrzucając z piór królewskie fekalia. A nieczystości te spadały na istoty cielesne i legły u podstaw chorób badkan” [42, s. 10-12].

Pochodzenie chorób i zasady diagnozowania

Przyjmuje się, że są dwie generalne przyczyny chorób – tzw. Bliskie i odległe. Przyczyną odległą jest to, że od urodzenia posiadamy podstawową niewiedzę – czyli niemożność zrozumienia naszej podstawowej natury i źródła trzech emocji: namiętności, agresji oraz niewiedzy. One to tworzą odległą przyczynę. Przyczyną bezpośrednią chorób są Trzy “Humory” – mogą być razem lub z osobna szkodliwe albo korzystne. Ich równowaga i nierównowaga powodują dobry rozwój ciała lub jego osłabienie; wpływają też na stany wewnętrzne, same będąc zarazem zależne od stanu umysłu.

Podstawowymi metodami badania pacjenta jest diagnoza pulsu lub moczu. Każdy z tych systemów jest niezależny, choć można je stosować także razem, celem potwierdzenia obserwacji. Analiza pulsu pozwala precyzyjnie określić nie tylko aktualny stan pacjenta, ale nawet przebyte wiele lat wstecz choroby. Byłem kiedyś świadkiem takiego badania: stary lekarz tybetański wymieniał mojej żonie kolejno wszystkie choroby począwszy od dzieciństwa, a ona słuchała coraz bardziej zdumiona. Wszystko było dokładnie tak jak mówił, włącznie z niektórymi drobnymi dolegliwościami, które nasi lekarze zawsze bagatelizowali twierdząc, że wszystko jest w porządku. Kiedy indziej słyszałem jak lekarka tybetańska na podstawie krótkiego badania pulsu dokładnie określiła pacjentce, że jest w trzecim tygodniu ciąży – co potem potwierdziły analizy.

Badanie moczu jest unikalną metodą medycyny tybetańskiej – żaden inny system medyczny nie osiągnął w tej dziedzinie takiej perfekcji i precyzji. Jest to jedyny chyba sposób na fachowe zdiagnozowanie pacjenta przebywającego w dużej odległości od lekarza, mierzonej wieloma dniami marszu lub jazdy – w Tybecie takie odległości nie były niczym dziwnym. Dobry lekarz analizując różne fizyczne właściwości moczu mógł określić rodzaj choroby i przepisać leki nawet w przypadku, gdy dostarczona próbka moczu pobrana była 12 dni wcześniej.

Leki i kuracja

W medycynie tybetańskiej zwykle stosuje się łagodne metody leczenia. Przepisując lekarstwo traktuje się chorobę w wielu aspektach. Technika uzdrawiania uwzględnia nie tylko konkretną chorobę i całą konstytucję pacjenta. Bierze się także pod uwagę równoczesne eliminowanie efektów ubocznych.

W tybetańskiej nauce medycznej rzadko stosowane są drastyczne metody takie jak np. operacja – tu zresztą medycyna tybetańska nie ma specjalnie ciekawych osiągnięć. To ciekawe, zważywszy na fakt, że Tybetańczycy bardzo wcześnie posiedli dobrą znajomość budowy wewnętrznej ciała ludzkiego i jego narządów – związane to było ze szczególnymi obrzędami pogrzebowymi, podczas których zwłoki były rozcinane i ćwiartowane na drobne kawałki, a następnie rzucane sępom na Niebiańskich Cmentarzach. [przypis: „Pochówek przez powietrze” to bardzo stary obyczaj dalej powszechnie stosowany w Tybecie (jego korzenie sięgają tradycji wywodzącej się ze starożytnej Persji – pozostawiania ciał zmarłych na Wieżach Milczenia). Ma on na celu ukazanie umysłowi zmarłego („krążącemu” wokół zwłok), że jego martwe ciało jest nietrwałe i przyszła pora by się od niego ostatecznie uwolnić. Ułatwia to odcieleśnionemu umysłowi osiągnięcie wyzwolenia w stanie pośrednim, bardo, lub uzyskanie nowego, korzystnego wcielenia, zgodnie z pouczeniami Tybetańskiej Księgi Umarłych.]

Podstawą terapii są leki wytwarzane z wielu ziół, minerałów, czasem i innych składników. Farmakopea tybetańska jest skomplikowanym systemem o ciekawej systematyce wypracowanej już przed wielu wiekami i dobrze służącej do dzisiaj. Lekarstwa są niezwykle skuteczne, co w połączeniu ze znakomitymi sposobami diagnozowania stanowi przyczynę rosnącej popularności medycyny tybetańskiej na świecie. Wielokrotnie korzystałem z porad lekarzy tybetańskich i przekonałem się do stosowanych przez nich metod. Zawdzięczam im m.in. szybkie wyleczenie ciężkiej malarii – bez szkodliwych efektów ubocznych, które zawsze w tym przypadku niesie zażywanie leków zachodnich. Również ostre zapalenie płuc wyleczono mi w parę dni bez antybiotyków.

Niezwykłą grupę leków stanowią tzw. “Drogocenne Pigułki”. Sporządzane są z kilkudziesięciu składników, gdzie oprócz leczniczych ziół i minerałów są metale szlachetne oraz drogie kamienie, oczyszczone z toksycznych domieszek. Bywają też dodawane specjalne relikwie i poświęcone granulki – lekarstwo działa więc nie tylko na fizyczne ciało pacjenta, ale (kto wie czy nie jest to ważniejsze) na jego umysł. Wskazuje na to zalecenie zażywania “Drogocennej Pigułki” w dni szczególnie pozytywne, takie jak nów, pełnia, święta, z równoczesnym recytowaniem mantry Buddy Medycyny oraz modlitwą. “Drogocenne Pigułki” harmonizują energie wewnętrzne. Pobudzają umysł i ciało do pozytywnych przemian i działań związanych z terapią.

Medytacja Buddy Medycyny

Tak dla pacjenta, jak i lekarza, przydatną jest medytacja Buddy Medycyny, Sangje Menlha. Należy wyobrazić sobie, że ma on ciało koloru lapis lazuli, jak niebo w Tybecie, siedzi w pozycji lotosu trzymając w jednej ręce miseczkę żebraczą z trzema owocami leczniczej rośliny mirobalan, a w drugiej ręce leczniczy kwiat arura. Jest uosobieniem pełnej harmonii, doskonałego zdrowia cielesnego i wewnętrznego oraz przebudzonego z niewiedzy stanu umysłu, który nie posiada żadnych ograniczeń.

Ponieważ odradzamy się uzyskując fizyczne ciała, które powstały najczęściej jako rezultat niewiedzy, nasze istnienie związane jest z trzema truciznami: pożądaniem, agresją oraz niewiedzą lub omamieniem – jak przedstawiane jest to w Kole Życia i w prawie Współzależnego Powstawania (skr. Pratitjasamutpada). Przez medytację, koncentrację na świetlistym, leczniczym nektarze płynącym od Buddy Medycyny otrzymuje się moc oczyszczania wszystkich istot i siebie z wszelkich szkodliwych wpływów. Wizualizuje się, że z trzech punktów: czakramów na czole, w gardle i sercu, będących ośrodkami ciała, mowy i umysłu Buddy Medycyny, wydobywają się jasne promienie. W punkcie leżącym na czole między oczami przejawia się uosobienie ciała Buddy określanego przez wibrację mantry OM. Można też myśleć tylko o bijącym białym świetle, które promieniując od oświeconego wchodzi w naszą głowę, rozpływa się, a potem spływa w dół i ogarnia całe ciało, obmywając je i oczyszczając. Skutkiem działania tego białego promienia jest lung czyli energia życiowa. Wędruje ona każdym kanałem ciała. Białe światło oddziałuje na lung, który spływa w dół ciała z tymi promieniami. Wizualizuje się wtedy, że wszystkie choroby opuszczają ciało w postaci czarnych płynów. Rozpuszczają się w ziemi i jest to znak, że zostaliśmy oczyszczeni ze wszystkich chorób powodowanych przez “wiatr”.

Następnym etapem praktyki medytacyjnej jest otrzymanie błogosławieństwa mowy Buddy Medycyny. Ośrodek mowy znajduje się w gardle, a uosobieniem zdolności mowy Oświeconego jest czerwona litera mantry AH. Wizualizuje się więc światło, głównie czerwone, ale zawierające też inne kolory. Przechodzi przez nasze gardło i potem wypełnia całe ciało. światło to uspokoi choroby wątroby, płuc, wszelkie kłopoty z krążeniem krwi w pięciu głównych narządach i sześciu narządach pustych. Leczy także choroby związane z badkan czyli “flegmą”, w których ciało nie ma dość siły, ponieważ nie otrzymuje podstawowych składników odżywczych. Zostajemy oczyszczeni z tych chorób i opuszczają one nasze ciało.

W podobny sposób uzyskuje się błogosławieństwo umysłu Buddy Medycyny. Uosobienie umysłu Sangje Menlha znajduje się w sercu i ma formę litery HUM. Promieniuje ona światłem, głównie niebieskim, ale także pozostałymi pięcioma kolorami. Wpływa do ciała przez serce i całkowicie wypełnia nasze ciało. Dzięki temu wszystkie występki opuszczają ciało w postaci niebieskiego płynu i rozpływają się w ziemi. Czujemy się całkowicie oczyszczeni. Ten etap praktyki jest szczególnie skuteczny w przypadku chorób woreczka żółciowego. Elastyczne ciało oznacza prawidłowo funkcjonujący woreczek. Inna funkcja tych promieni to np. rozjaśnienie myśli, naszej świadomości. Medytacja wpływa także korzystnie na przemianę pokarmu w podstawowe składniki odżywcze.

Medytacja Buddy Medycyny to sposób na zapobieganie chorobom oraz leczenie siebie i innych. Można przecież medytować w czyimś imieniu – należy tylko wyobrazić sobie że światła z Buddy płyną do danej osoby potrzebującej pomocy. Tybetańscy doktorzy medytację Sangje Menlha praktykują jako codzienną praktykę wzmacniającą ich zdolności i moc leczenia. Powołanie do udzielania pomocy innym to aktywność bodhisattwy – tego, który ma otwarte serce na wszystkie czujące istoty.

Mówi się, że pochłanianie białego światła podczas medytacji uspokaja umysł. Człowiek będzie więc miał spokojne i dobre stosunki z rodziną i przyjaciółmi. Czerwone światło wchłaniane przez gardło przyniesie bogactwo – oznacza to postęp we wszystkim co się robi (jeśli studiujemy, wzrastają wiedza i inteligencja; jeśli jest się biznesmenem, majątek powiększy się itp.). Mówiąc o ludzkim ciele pamiętajmy, że wiele zależy od koloru krwi. Jeśli jest doskonale czerwona, całe krążenie funkcjonuje prawidłowo, a ciało rozwija się zdrowo i jest silne. W ten sposób wyjaśnia się oddziaływanie kolorów. Pod wpływem niebieskiego – związanego z umysłem – możemy zainteresować sobą innych i mieć nad nimi władzę (przy czym nie chodzi tu o egoistyczne wykorzystywanie ich lub osiąganie z tego korzyści) – dzieje się to w sposób naturalny, spontanicznie. Nagle zauważamy, że działamy inspirująco, przyciągamy do siebie wielu ludzi i mamy na nich pozytywny wpływ [42].

Pochodzenie człowieka

Jednym z zastanawiających tradycyjnych przekazów są informacje dotyczące pochodzenia człowieka. Już w najstarszych dziejach Tybetu znana była legenda o jaskini pod szczytem świętej góry Gonpo Ri w Jarlungu, gdzie z małpy i demonicznej olbrzymki zrodzili się pierwsi mieszkańcy Kraju śniegów. To jedna z bardziej znanych historii – o czym już była mowa.

Niezwykłe malowidło znajduje się na jednej z niedostępnych teraz galerii Utse, głównej gompy klasztoru w Samje wybudowanego w VIII wieku. Na niewielkim fragmencie starej polichromii obrazującej początek dziejów Tybetu widać grupkę małp żyjących pod drzewami. Obok inne małpy, już o bardziej ludzkim wyglądzie, siedzą i słuchają nauk większej małpy. Są też trzy ludzkie ledwo odziane postacie, niosące kolby kukurydzy(?) A nad wszystkim modli się Bodhisattwa Nieograniczonego Współczucia, Czenrezig – patron i opiekun Tybetu – w otoczeniu innych bóstw-bodhisatwów.

Rozwój płodu

Tybetańczycy uważają, że do poczęcia nie wystarcza zdrowa sperma i zdrowe jajo. Pomimo połączenia tych dwóch elementów poczęcie nie może nastąpić jeśli nie istnieje świadomość w “międzybycie”, w stanie pośrednim zwanym bardo między śmiercią, a następnym urodzeniem. Dlatego mówi się o trzech warunkach poczęcia: świadomość istnienia, sperma i jajo. Jeśli pozytywny potencjał świadomości w bardo pozostaje w relacji karmicznej z jajem matki i spermą ojca, może nastąpić poczęcie. W przeciwnym wypadku, mimo połączenia komórek męskiej i żeńskiej dojdzie do samoistnego poronienia lub płód urodzi się martwy.

Warto tu przedstawić kilka przypadków kolejnych wcieleń osób o różnym potencjale karmicznym uzależnionym od rozwoju duchowego w poprzenim życiu (lub żywotach). W przypadku zwykłych ludzi, takich jak większość z nas, posiadając zwykły typ świadomości nie mamy wpływu na wybór warunków i miejsca odrodzenia oraz przyszłych rodziców. świadomość w stanie bardo będzie działać w stanie głębokiego szoku, prawie automatycznie i nie potrafi rozpoznać możliwości dobrego lub złego urodzenia. Bez wiedzy i świadomości czegokolwiek wchodzi do macicy. W chwili urodzenia nie wie także gdzie i kim są jego rodzice i jakie panują warunki. Rodzi się w tym stanie ciemności i niewiedzy.

Inaczej ma się rzecz w przypadku bodhisattwy, pragnącego osiągnąć oświecenie dla dobra innych istot. Może on wybrać spośród wielu typów rodziców i różnych warunków. Może np. wybrać rodziców praktykujących Dharmę. Gdy to zrobi, wchodzi do macicy z jasną świadomością tego, co nastąpi potem. Po urodzeniu nie będzie jednak mógł powiedzieć kim był w poprzednim życiu, jednak będzie nosił silne piętno poprzedniej egzystencji. Będzie więc mógł, chociaż niezbyt jasno, mówić o swoim poprzednim życiu mając w swoim umyśle owe silne wrażenia.

Jeśli chodzi o bodhisattwów najbardziej zaawansowanych, bliskich osiągnięcia oświecenia i stania się buddą – to mogą oni całkiem świadomie kierować swoim przyszłym odrodzeniem. W dawnych czasach i obecnie najwięksi lamowie w ten właśnie sposób wybierali swoje odrodzenie; niektórzy mają też silną pamięć pzedurodzeniową. Pod względem znajomości etapów rozwoju płodu ludzkiego lekarze tybetańscy około 1100 lat temu posiedli już taką widzę, do jakiej zachodnia medycyna doszła dopiero sto lat temu. Tydzień po tygodniu opisali i zilustrowali na specjalnych thankach medycznych [przypis: Thanki (czyli „zwijane obrazy”) te są szczegółowymi ilustracjami do opisów zawartych w Czterech Tantrach Medycznych powstałych w VIII wieku.] kolejne zmiany, wzrost, a nawet przechodzenie płodu w czasie ontogenezy przez wszystkie stadiów rozwoju życia na ziemi. Na obrazie namalowane są obok kolejnych tygodni rozwoju płodu odpowiednio: ryby, gad (żółw) i ssak (świnia – zwierzę najbliższe pod wieloma względami człowiekowi).

Najbardziej niezwykłe są jednak informacje dotyczące pierwszych dni i tygodni po zapłodnieniu. Najpierw pokazane są zmiany wyglądu i stanu komórki jajowej przed zapłodnieniem, w czasie cyklu miesięcznego kobiety. Potem przedstawiony jest moment połączenia komórek:

wyraźnie narysowane są plemniki dostające się do macicy. Godnym zastanowienia jest skąd wiedziano przed jedenastoma wiekami jak wyglądają plemniki, skoro nie widać ich gołym okiem, a szkło powiększające i mikroskop były wtedy nieznane; wynaleziono je wiele wieków później. Równie zastanawiająca jest dokładna znajomość pierwszych podziałów zapłodnionego jaja oraz stopniowe kształtowanie się embrionu. Jedyną możliwą odpowiedzią (bo oszustwo czasowe jest tu wykluczone) jest fakt mentalnego dogłębnego badania rzeczywistości przez wybitnych mistrzów medytacji albo relacje oświeconych tulku z okresu poczęcia.

Jak widać medycyna tybetańska zajmuje się nie tylko leczeniem człowieka, ale całym jego życiem, a nawet przyszłym odrodzeniem. Dlatego zdarza się czasem, że w szczególnych przypadkach konieczny jest związek karmiczny między pacjentem i lekarzem, bez którego w leczeniu nie osiągnie się rezultatu. Słyszałem o takim zdarzeniu, gdy wybitny doktor będący zarazem inkarnowanym lamą, odesłał na własny koszt pacjenta do innego lekarza twierdząc, że tamten ma znacznie lepsze relacje karmiczne z chorym, skuteczniej go więc wyleczy.

Medycyna tybetańska i zachodni szarlatani

Często można zaobserwować bezkrytyczny stosunek ludzi Zachodu do popularnej ostatnio na świecie medycyny tybetańskiej. Na Zachodzie (w tym i w Polsce) “praktykuje” ją już wielu rodzimych szarlatanów, gdy tymczasem Tybetańczycy oficjalnie uznają za lekarza medycyny tybetańskiej tylko jedną osobę z Zachodu – Amerykanina żyjącego wśród nich od około dwudziestu lat, który w Dharamsali ukończył tybetańskie Kolegium Medyczne i tam praktykuje. Wiedzę tę można uzyskać dopiero po wielu latach intensywnych studiów pod kierunkiem mistrzów tybetańskich (ewentualnie mongolskich). Niezbędna jest biegła (!) znajomość języka tybetańskiego w mowie i piśmie – na języki zachodnie przełożono bowiem znikomą ilość tekstów medycznych.

Dużą część wiedzy można zdobyć jedynie praktycznie: np. diagnozy z pulsu trzeba uczyć się co najmniej trzy lata, a bez dostępu do oryginalnych ziół i minerałów występujących w Himalajach i na Wyżynie Tybetańskiej lub w Mongolii nie ma mowy o skutecznym leczeniu. Na dodatek trzeba znać buddyzm wadżrajany i samemu praktykować stosowne medytacje – bo medycyna tybetańska w znacznym stopniu dotyczy sfery duchowej.

Tak więc większość “specjalistów” medycyny tybetańskiej w Europie i Ameryce to zwykli oszuści [przypis: Nie mówię tu źle o lekarzach tradycyjnej medycyny z Mongolii, bo ci rzeczywiście mogą znać medycynę tybetańską.] – ale mają się dobrze, bo wszystko co ma w nazwie “tybetańskie” jest modne i wydaje się magicznie skuteczne.

Jednak i lekarze tybetańscy, mimo specyficznych metod diagnozowania, znakomitych leków i sięgania do pierwotnych przyczyn choroby, nie są w stanie wyleczyć wszystkich chorób. Odnoszą wprawdzie pewne sukcesy tam, gdzie medycyna kliniczna bywa bezradna, ale niestety nie są cudotwórcami, mimo najlepszych chęci niesienia pomocy. Zwracają natomiast uwagę na wielkie znaczenie właściwej postawy chorego, jego determinacji do walki z chorobą, konieczność duchowej praktyki i właściwego nastawienia do życia.

Tekst ten jest jednym z rozdziałów aktualnie wydawanej książki Marka Kalmusa “TYBET, legenda i rzeczywistość” (Wydawnictwo Baran-Suszczyński, Kraków, oraz Dom Książki – Wyd. Bertelsmann, Warszawa).

MAREK KALMUS, ur. 1951, absolwent Wydziału Geologii AGH oraz Wydziału Filozofii UJ, podróżnik, tłumacz, autor książek, współautor “Chiny, kuchnia, tajemnice medycyny”