Walka z nią nie przynosi rezultatów, a korzyści może być sporo.

Nie tak dawno, bo zaledwie 10 lat temu, prawo w Polsce zezwalało na posiadanie niewielkich ilości tzw. miękkich narkotyków. Dziś w tym zakresie mamy jedne z najbardziej restrykcyjnych regulacji w Europie. Ale dotychczasowa polityka państwa wobec marihuany nie przynosi zamierzonych efektów. Może zamiast podtrzymywać fikcję, warto zastanowić się, jakie pożytki może przynieść jej legalizacja?

Ostatnio dyskusja ożyła ze zdwojoną mocą za sprawą Czechów, którzy od 1 stycznia zalegalizowali używkę we własnym kraju. Każdy z nich ma prawo do posiadania 15 gramów marihuany. Grzywna za posiadanie większej ilości używki wynosi 15 tysięcy koron, a za nie sprzątnięcie kupy po swoim psie – 30 tysięcy koron.

Pierwsze nieśmiałe jaskółki możemy zaobserwować także w naszym kraju. Komisja Przyjazne Państwo pracuje nad rozwiązaniami legislacyjnymi, które umożliwią każdemu rolnikowi produkcję i handel bimbrem. Bliżej? Janusz Palikot kierujący wspomnianą komisją stwierdził w „Playboyu” z lipca 2008:

Miękkie narkotyki można by chyba zalegalizować.

Dlaczego więc nie marihuana?

Na świecie trawą zaciąga się regularnie 160 mln osób (dane ONZ). Od kilkudziesięciu lat marihuanę można legalnie kupić i zażywać w Holandii, chcą ją zalegalizować władze m.in. Wielkiej Brytanii. Wkrótce może się okazać, że Stany Zjednoczone staną się kolejnym krajem, w którym palenie skrętów nie będzie karane. W ostatnich czasach klimat społeczny wobec marii zdecydowanie się tam ociepla, pamiętajmy przy tym, że prawo tego kraju pozostaje wyjątkowo surowe w wielu kwestiach, np. kary śmierci czy pedofilii.

Administracja Obamy zapowiedziała niedawno, że federalne służby nie będą ścigać posiadaczy narkotyku w 13 stanach, gdzie marihuana jest legalna w zastosowaniach medycznych. W praktyce równa się to niemal powszechnej legalizacji. Zdobycie specjalnej recepty nie jest żadnym problemem – wystawiający ją lekarze otwarcie reklamują się w lokalnej prasie.

Nie będziemy się tu rozwodzić nad medycznymi zaletami legalizacji miękkich narkotyków. Wystarczy opinia wielu lekarzy, którzy twierdzą, że trawka jest znacznie mniej szkodliwa niż papierosy czy alkohol. Podobne stwierdzenia znajdziemy w słynnym już, utajnionym raporcie Światowej Organizacji Zdrowia z 1995 roku. Wnioski płynące z dokumentu stały w tak dramatycznej sprzeczności ze stanem dzisiejszej wiedzy społecznej na temat szkodliwości marihuany (zwłaszcza w porównaniu z alkoholem i tytoniem), że WHO zdecydowała się ich nie publikować.

Pogląd, że zaczyna się od marihuany, a kończy na heroinie, jest tak samo prawdziwy jak stwierdzenie, że każdy, kto pije piwo, uzależnia się potem od autovidolu – powiedział tygodnikowi „Wprost” prof. Jerzy Vetulani z Instytutu Farmakologii PAN w Krakowie.

Zbyt pozytywna, dlatego zakazana?

Pozamedyczne argumenty podnoszone przez zwolenników legalizacji od lat są znane. Ich zdaniem wzrosłyby wpływy z podatków, pojawiłyby się nowe miejsca pracy, społeczeństwo zyskałoby także dzięki zmniejszeniu przestępczości związanej z handlem konopiami.

Wielu z nich podnosi także argument, któremu nie sposób odmówić racji: ludzie będą korzystać z używek bez względu na stanowisko państwa w tej sprawie. Delegalizując miękkie narkotyki wypychamy handel nimi do podziemia, tracąc nad nim kontrolę. Na rynek trafia często materiał zanieczyszczony, z domieszką substancji, która może uzależniać. W dzisiejszych warunkach marihuana nie jest wcale mniej dostępna niż w warunkach ich legalności, wielu „sprzedawców” dostarcza towar do domu klienta.

Diler ma zapewne mniejsze opory, by sprzedawać używkę nieletnim, niż sklepikarz, któremu groziłaby za to utrata koncesji. To właśnie grupy przestępcze kontrolujące handel narkotykami można podejrzewać o działania przeciwko ich legalizacji. Gra idzie o gigantyczną stawkę. Na całym świecie dochody z handlu narkotykami przekraczają 400 mld dolarów rocznie, z handlu miękkimi narkotykami – 50 mld USD. 400 mld USD to dokładnie 8% wartości światowego handlu.

Zakaz używania marihuany jest w Polsce fikcją. Posiadanie i palenie marihuany jest zakazane, ale istnieje społeczne przyzwolenie na jej zażywanie. Prawo traktowane jest więc z przymrużeniem oka. Zdaniem prawników, łamanie prawa demoralizujące bardziej niż legalizacja tego, co przez lata było nielegalne.

Skończmy z fikcją

Najbardziej oczywistym argumentem ekonomicznym jest likwidacja szarej strefy. Po prostu pieniądze zamiast do mafii, trafiałyby do nas, czyli do budżetu państwa. Handel w legalnym obrocie miękkimi narkotykami obłożonymi akcyzą to dodatkowe wpływy w kasie państwa. Niemałe profity zyskałoby społeczeństwo z tytułu utworzenia nowych miejsc pracy. Wiadomo, ktoś używkę musi hodować i sprzedawać. O jak dużych pieniądzach mówimy?

Holenderskie coffee shopy sprzedają rocznie pięć ton konopii, tylko w postaci podatku do budżetu państwa trafia dzięki temu 70 milionów euro. Pozwala to Holendrom prowadzić najdroższe w UE programy prewencyjne.

Szacuje się, że budżet 10-milionowej Belgii traci rocznie średnio 1,4 mld zł na tym, że handel marihuaną nie jest opodatkowany.

Można też dyskutować nad wydatkami ponoszonymi przez państwo na walkę z używką i jej zwolennikami. Miliony złotych wydane na ściganie, sądzenie i osadzanie, można wydać na przykład na leczenie narkomanów. Wielu prawników podkreśla, że najcięższe przestępstwa związane z miękkimi narkotykami są następstwem nie ich użycia, ale samej nielegalności substancji. Mamy tu na myśli zabójstwa gangów w walce o rynek, korupcję, rozboje czy wymuszenia.

Źródło: http://www.hotmoney.pl/artykul/zalegalizujmy-marihuane-w-polsce-11695