OD WYDAWCY

Drodzy Czytelnicy!

Wielu z Was przysłało pełne niepokoju e-maile z pytaniami, czy znów zaczyna się nagonka na medycynę naturalną, alternatywne terapie itp.

– Ministerstwo Zdrowia nie potrafi ustalić koszyka świadczeń gwarantowanych, w szpitalach bałagan i strajki. Groźba ich prywatyzacji – pisze Marian W. z Radomia. – Zamyka się oddziały. Kobiety nie mają gdzie rodzić, nawet w Warszawie. I raptem huzia na Józia! Jest wróg! Medycyna niekonwencjonalna. Zioła. Tabletki. TVN cały dzień zajmuje się mongolską lekarką. Wypowiada się nawet sama minister zdrowia. Płyną informacje, że sejm ma się zająć ustawą o medycynie naturalnej. (…) A może tak doprowadziłby do końca ustawę o medycynie akademickiej. (…) Kiedyś była to zresztą jedna medycyna. I pani minister Kopacz, i panu byłemu ministrowi i wiceministrowi dedykuję książkę „U progu medycyny jutra”, śp. prof. Juliana Aleksandrowicza i Harrego Dudy, wydaną właśnie w Radomiu przez Oficynę Wydawniczą STON dwadzieścia lat temu.

Sama często zaglądam do tej publikacji – właściwie wywiadu-rzeki, przeprowadzonego przez poetę Harrego Dudę ze znakomitym lekarzem i filozofem, prof. Julianem Aleksandrowiczem. Na zakończenie tej fascynującej i głębokiej książki – poeta i lekarz dyskutują także o istocie duchowo-intelektualnej człowieka, o lekceważeniu prawd i przesłań starożytnych mędrców, o tym, że jak długo nauka, „czyli wiedza i empiria nie pójdzie drogą Platona przez Dobro i Piękno, tak długo pozostanie sztucznie samocelową” – podkreśla prof. J. Aleksandrowicz.
– A jak to się ma do niektórych niekonwencjonalnych sposobów leczenia, np. do ziołolecznictwa czy bioenergoterapeutyki, które Światowa Organizacja Zdrowia dopuszcza i zaleca do stosowania? – pyta Poeta.
– Nikt nie zaprzeczy, że metody terapeutyczne z tego kręgu przynoszą ludziom ulgę, a nawet przywracają zdrowie, czyli czynią im dobro. Najczęściej jednak są przedmiotem co najmniej lekceważenia, jeśli nie tępienia, i rzadkie są nawet próby ich konfrontowania z medycyną – umownie mówiąc – przez duże „M”.
– Doskonały przykład – mówi Profesor. – Otóż ludzie tej medycyny przez duże „M” często nie zwracają uwagi na dobro niesione tymi metodami. (…) Winę ponosi też zwykła, a dość rozpowszechniona w stanie lekarskim, megalomania, jak również zwyczajne niedostatki wiedzy w tym zakresie. Iluż współczesnych lekarzy zna się np. na ziołolecznictwie, choćby tylko teoretycznie? Zaś negatywnych decyzji administracyjnych co do energoterapeutyki, przyznam się, nie rozumiem, negatywny stosunek do tego zjawiska uważam za błąd, także błąd natury poznawczej i etycznej.
Może nasi decydenci zastanowią się nad wypowiedzią znakomitego lekarza. Namawiam zarządy stowarzyszeń, zajmujących się szeroko rozumianą medycyną niekonwencjonalną, by przesłały fragmenty tej książki tym wszystkim, którzy rzucili się z pazurami na ziołolecznictwo, terapie alternatywne itp.
Już nieraz wylewano dziecko razem z kąpielą, tępiono oficjalnie ziołolecznictwo, kręgarstwo, a po cichu ustawiały się kolejki notabli do ojca Klimuszki, do ojca Grzegorza Sroki, do szeptunek i „ustawiaczek”.
W USA i w byłym ZSRR pieczołowicie zajmowano się wszelkimi ekstrasensami. Prowadzono badania naukowe. A u nas raz po raz nagonka, zamiast rzetelnej ustawy, zamiast współpracy. Ba, za przyjmowanie razem z „uzdrowicielami” Izby Lekarskie szykanują lekarzy. O ileż „zdrowiej” byłoby dla chorych, gdyby wreszcie nastała mądra współpraca. Zlecone przez lekarza badania potwierdziłyby, czy choremu można podać dany lek lub suplement ziołowy, zastosować taką, a nie inną terapię naturalną. Takie próby były przed laty w Spółdzielni IZIS w Warszawie, w której bioenergoterapeuci przyjmowali wespół z lekarzami. Ale to komuś bardzo, ale to bardzo przeszkadzało i Ministerstwo Zdrowia wydało odpowiedni zakaz.
Nie ukrywam, że byłam zdumiona swoistą nagonką TVN na mongolską lekarkę, a przy okazji na medycynę naturalną. Dlatego ucieszyła mnie rozsądna rozmowa nazajutrz w TVN 24 z panią prof. Iwoną Wawer z Zakładu Chemii Fizycznej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, która spokojnie i przystępnie mówiła o leczeniu ziołami, warzywami i owocami, o medycynie ayurwedyjskiej. Przydałoby się więcej takich rozmów. Właśnie z mądrymi i otwartymi naukowcami. Osobiście znam wielu lekarzy, którzy posiłkują się medycyną naturalną, ale lękają się do tego otwarcie przyznać. Może czas skończyć z atakami, zakazami i zacząć mądrą współpracę?

Z pozdrowieniami
Rena Marciniak-Kosmowska
z Zespołem